poniedziałek, 1 grudnia 2014

Joanna Chmielewska, Traktat o odchudzaniu

Monotematycznie coś ostatnio... ale jakoś trzeba się zmotywować do dalszej pracy ;)

Zwłaszcza, jeśli ma się dostęp do tak świetnych, ciepłych, uroczych i zabawnych publikacji jak "Traktat o odchudzaniu" Joanny Chmielewskiej. 











I tym humorystycznym akcentem wracam do czytania artykułów na teorię literatury...


PS Wiecie, że Chmielewska tak naprawdę jest poważną panią architekt? :)

wtorek, 18 listopada 2014

"Zamień chemię na jedzenie" Julity Bator

Od czego by tu zacząć po tak długiej nieobecności?
Blog trochę przegrał, zszedł gdzieś kompletnie na któryś tam plan, schował się daleko, daleko za kulisami. I właściwie miał już nie wracać na scenę, ale pan reżyser kompletnie zmienił koncepcję spektaklu no i ... Właściwie to po prostu zrobiłam sobie wagary :P Zła studentka, oj zła!

Co robi student polonistyki na zajęciach, po zajęciach i między zajęciami? Czyta! 1 punkt dla Ciebie. Dobra, wiem doskonale, że pomyślałeś/aś coś zupełnie innego, ale, moi drodzy... stereotypy, stereotypy :)

Tak więc (nie zaczyna się od "więc", blabla, wyszłam z wprawy:)) student czyta, zaczytuje się, może niekoniecznie w kanonie czy literaturze fachowej, ale w takich lżejszych ostatnio książkach. 

W każdym Empiku czy innym tego typu przybytku można spotkać 837092301398 super-hiper-najlepsiejszych z najdoskonalszych poradników dotyczących diet, zdrowego stylu życia, bycia fit czy jak kto tam sobie chce. Efekty naturalnie gwarantowane. Wszystko sprawdzone, przebadane. Lepszej metody od naszej nie ma. Wystarczy, że zaczniesz na pić rano sok pszenicy dojrzewającej w południowym słońcu Toskanii, a na obiad jeść wołowinę z argentyńskiego bydła wypasanego na łąkach położonych 17,879090 m.n.p.m. Tyle i tylko tyle by osiągnąć wieczną młodość i szczęście. Uwaga, promocja, jedyne 39,99. Nie zwlekaj. 

Uwielbiam tego typu książki i te tłumy rozochoconych, rozanielonych amatorów wydawania pieniędzy na rzeczy zupełnie niepotrzebne. Podobne uczucia miałam właśnie w stosunku do książki Julity Bator pt. "Zamień chemię na jedzenie". Do czasu. Trzeba było jednak wybrać - oglądam serial czy czytam nową książkę. Wybór był jasny i nieodżałowany. Kilka sobotnich godzin i pochłonięte paręset stron nie tylko zadrukowanych czarnym tuszem, ale posiadających treść. 


„Zamień chemię na jedzenie” rozpoczyna się historią Julity Bator i jej najbliższej rodziny. Dzieci ciągle męczone są infekcjami i przeróżnymi chorobami. Zwolnienia, antybiotyki, te sprawy. Najłatwiej tego typu problemy tłumaczyć genami, wrodzonym brakiem odporności etc. W pewnym momencie zupełnie przypadkowo autorka książki zorientowała się, że być może związek z brakiem odporności ma żywność, którą serwuje dzieciom. To właśnie sprawiło, że zaczęła się wgłębiać w temat zdrowego żywienia. Przeglądała namiętnie etykiety sklepowe a później w Internecie sprawdzała wpływ poszczególnych składników. Wreszcie zaczęła własne eksperymenty, które ostatecznie zmieniły życie i zdrowie całej jej rodziny. Dzieciaki nie chorują, od kilku lat nikt nie kupił żadnego antybiotyku, a domowy budżet wcale na tym nie ucierpiał. 





Książka sama w sobie jest przejrzysta. Każdy rozdział zajmuje kolejny żywieniowy dział, którym dosyć szczegółowo zajmuje się autorka. Co ważne -  nie ma tutaj prób budowy żadnej nowej ideologii, przekazywania najprawdziwszej prawdy ze wszystkich prawd. Książka stanowi propozycję. Pokazuje czyste fakty, każdy może wyciągnąć z niej to, co chce. Nie trzeba zmieniać wszystkich swoich nawyków, ale dobrze jest być świadomym konsumentem, zwracać uwagę na jakość spożywanych produktów. 


Nie będę streszczać - naprawdę warto sięgnąć po nią samemu, a po lekturze wdrożyć w swoje życie chociaż 3 zmiany :)


środa, 20 sierpnia 2014

Drożdżówki z malinami

Domowe. Na nowy początek ;)

Zdziwiłam się, że w wykonaniu były tak dziecinnie proste! 


Składniki (na 8 drożdżówek):

Ciasto:
4 szklanki mąki pszennej
80 g stopionego, ostudzonego masła
szczypta soli
3/4 szkl. cukru
2 małe jaja lub 1 duże
1 szkl. mleka
40 g drożdży (świeżych)

Dodatki: maliny (ilość dowolna)

Kruszonka: miękkie masło, mąka i cukier (na oko), wygnieść tak, aby powstały grudki. 

Drożdże rozkruszyć w letnim mleku, dodać cukier, połączyć i odstawić w ciepłe miejsce na 20 minut. Gotowy rozczyn dodać do przesianej mąki ze szczyptą soli, masłem i jajkiem. Wszystko wyrabiać ręcznie przez kilka minut. Odstawić na pół godziny do wyrośnięcia. Następnie formować (na wyłożonej papierem blaszce) drożdżowe placki (z wgłębieniem na środku), ułożyć na nich maliny i kruszonkę według własnych upodobań. Piec ok. 40 minut w 185 stopniach. 


A później patrzeć, jak znikają w tajemniczych okolicznościach... ;)




Tylko nie sugerować się niechlujstwem w posypywaniu kruszonką!





poniedziałek, 12 maja 2014

Z masła orzechowego z czekoladą

Na ciastka zawsze jest dobra pora. Zwłaszcza wtedy, gdy gdzieś nad głową wisi widmo sesji, zaliczeń, projektów i egzaminów. Po co się uczyć, jeśli można ugniatać, miksować, formować i piec. Robić kawę i pić ją w towarzystwie bliskich osób... Szkoda, że takie chwile tak szybko przemijają. 
Prawie tak szybko jak te ciastka przepisu najsłynniejsze perfekcyjnej pani domu Ameryki - Marthy Stewart :)


Takie "pokraczne" wyszły, ale z całej porcji zostało ich tylko tyle! (dzięki, rodzinko)





Przepis na ok 30 ciasteczek: 
  • 250  mąki pszennej (półtorej szklanki)
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 60 g masła (w temp. pokojowej)
  • 1 szklanka masła orzechowego 
  • 200 g cukru (najlepiej brązowego, ale ja miałam tylko biały)
  • 2 duże jajka
  • łyżeczka cukru waniliowego
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady

Za pomocą miksera ucieramy masło orzechowe wraz z masłem i cukrem. Następnie dodajemy pojedynczo jajka, jednocześnie nie przestając ucierać masę ciasteczkową. Następnie dodajemy ekstrakt waniliowy i łączymy z wcześniej utartą masą. Następnie łączymy składniku suche (soda + mąka) i dodajemy do utartej masy. Miksujemy aż uzyskamy jednolitą masę. Na końcu dodajmy posiekaną czekoladę. Znów mieszamy. 

Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Na papierze wykładamy masę ciasteczkową za pomocą łyżki do lodów (wyjdą nam wówczas w miarę równe okrągłe ciasteczka). Należy pamiętać aby między ciasteczkami była zachowana odległość ok 2,5 cm. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 15 minut, aż ciasteczka ładnie zbrązowieją. Ciasteczka studzimy na kratce.

I pałaszujemy - koniecznie w doborowym towarzystwie ;)

sobota, 8 marca 2014

Isana vs Isana Med (krem do rąk)








Mojego ulubieńca z Niemiec zostawiłam mamie i sama zostałam z niczym ;)
A że w Rossmannie była akurat promocja na krem do rąk z mocznikiem, postanowiłam się spróbować tej nowości. 

Isana Urea Med 

Cena: 4,99 (promocja)

Skład Aqua, Urea, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Dicaprylyl Ether,Butyrospermum Parkii Butter, Pentaerythrityl Distearate, Phenoxyethanol, Dimethicone, Panthenol, Sodium Lactate, Tocopheryl Acetate, Sodium Stearoyl Glutamate, Carbomer, Methylisothiazolinone, Lactic Acid, Sodium Hydroxide

Aqua - woda
Urea - mocznik
Ethylhexyl Stearate - emolient tłusty
Glycerin - gliceryna
Cetearyl Alcohol - emolient tłusty
Dicaprylyl Ether - emolient suchy
Butyrospermum Parkii Butter - masło shea
Pentaerythrityl Distearate - emulgator
Phenoxyethanol - substancja konserwująca
Dimethicone - emolient suchy
Panthenol - pantenol
Sodium Lactate - hydrofilowa substancja nawilżająca
Tocopheryl Acetate - witamina E
Sodium Stearoyl Glutamate - naturalny emulgator
Carbomer - stabilizator
Methylisothiazolinone - konserwant
Lactic Acid - kwas mlekowy
Sodium Hydroxide - regulator pH

W pigułce:  bardzo dobry skład! Zwłaszcza jak na taką cenę ;) I co tu się dłużej rozwodzić? To mój drugi ulubiony krem do rąk ;) Dobrze nawilża, natłuszcza, efekt, co najważniejsze, utrzymuje się długo (o ile nie ma się obsesji sprzątania lub mycia rąk:)). Przyjemniaczek. Powiem szczerze, że na ostatnim wykładzie próbowałam kremu do rąk mojej koleżanki - kremu za bagatela ponad 50 zł - ten bije go o głowę!

Isana - krem do rąk rumiankowy 

Cena: 2,99 (promocja)

SkładAqua, Isopropyl Palmiate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-3 Methyl Glucose Distearate, Octyldodecanol, Butyrospermum Parkii Butter, Paraffinum Liquidum, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Dimethicone, Panthenol, Parfum, Sodium Hydroxide, Carbomer, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Glycine Soja Oil, Propylparaben, Chamomilla Recutita Flower Extract, Tocopherol, Bisabolol.

Aqua - woda
Isopropyl Palmiate - emolient suchy
Cetearyl Alcohol - emolient tłusty
Glycerin - gliceryna
Caprylic/Capric Triglyceride - emolient tłusty
Polyglyceryl-3 Methyl Glucose Distearate - emulgator naturalny
Octyldodecanol - emolient
Butyrospermum Parkii Butter - masło shea
Paraffinum - parafina
Carbomer - stabilizator
Methylparaben - konserwant
Ethylparaben - konserwant
Butylparaben - konserwant
Glycine Soja Oil - olej sojowy
Propylparaben - konserwant
Chamomilla Recutita Flower Extract - ekstrakt z kwiatów rumianku
Tocopherol - witamina E
BisabololNaturalna substancja zawarta w rumianku, ma działanie antyseptyczne, pobudza regenerację komórek, likwiduje podrażnienia skóry.

Pierwsze co mnie tu uderza - to okropny, chemiczny zapach rumianku! Nie wiem, jak mogłam go nie wyczuć w sklepie, pewnie zobaczyłam cenę i od razu pobiegłam do kasy, żeby mi go ktoś nie sprzątnął przed czasem ;) Konsystencja lżejsza, bardziej wodnista od tego z mocznikiem. Działanie krótkotrwałe, nawilżenie jest, ale utrzymuje się przez chwilę. No i ten skład... Niby 2,99 zł, niby tyle dziewczyn chwali te kremy, ale w moim przypadku wiem, że ten był ostatni. 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Woda z cytryną




Uwielbiam co jakiś czas zmieniać swoje przyzwyczajenia i stosować różne sprzyjające zdrowiu kuracje. Kluczem do wszystkiego jest oczywiście umiar - i mówi to osoba, która po wakacjach i codziennym piciu siemienia lnianego nie może już na nie patrzeć ;)
Mam nadzieję, że z cytryną tak nie będzie, chociaż muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że polubię ją aż tak bardzo - ja, wielki kawosz, zamiast aromatycznej latte z samego rana pić będę wodę z cytryną. No cóż...

Nie wiem, czy wiecie, ale to właśnie sok z cytryny jest jedną z najbardziej sprawdzonych substancji pobudzającychCytryna jest jednym z niewielu anionowych produktów spożywczych na naszej planecie. Oznacza to, że niesie ze sobą bardzo silny ładunek ujemny i jest niezwykle aktywna elektrycznie. Podczas gdy kawa ma działanie moczopędne, w efekcie usuwa z organizmu rezerwy wody, podstawowe minerały i elektrolity. 
Czysta woda z cytryną pozwala utrzymać w organizmie odpowiedni poziom nawodnienia, dostarcza przeciwutleniaczy i elektrolitów. Sok cytrynowy wpływa pobudzająco na odporność – cytryny, podobnie jak inne owoce cytrusowe, są doskonałym źródłem kwasu askorbinowego. Świeża cytryna pomaga dotlenić organizm i znana jest ze stymulacji naturalnych enzymów wątroby – wspomaga proces usuwania toksyn, takich jak kwas moczowy. 
Nasz najbardziej popularny owoc cytrusowy pomaga również w zachowaniu odpowiedniej figury,przyspieszeniu metabolizmu,w co zresztą nigdy nie wierzyłam, a teraz jednak powoli zaczynam skłaniać się ku tej teorii. Woda z cytryną jest bogatym źródłem pektyn, które pomagają kontrolować napady głodu w organizmie. Dodatkowo, cytryna paradoksalnie odkwasza organizm, co ma ogromny wpływ na odchudzanie. Nie chcę zapeszać, ani chwalić dnia przed zachodem słońca, ale moim zdaniem cytryna może cudów nie zdziała, ale działa i rzeczywiście pomaga ;)

Zwłaszcza, gdy ciocia na urodziny babci piecze najlepszego torta na świecie ;)



A wy, macie jakieś doświadczenia w piciu wody z cytryną? Dodajecie coś do niej - miód, imbir, miętę? A może macie jakieś inne poranne rytuały? :)

niedziela, 16 lutego 2014

Kotlety pieczarkowo-owsiane




Przychodzę dzisiaj do was z bardzo ciekawym, zdrowym i smacznym pomysłem na obiad ;)

Wynalazła go kilka tygodni temu moja siostra, od tamtego czasu to prawdziwy hit w naszym domu ;) I mam nadzieję, że będzie tak bardzo długo, bo to naprawdę fajna - wegetariańska wersja kotletów mielonych. 

Składniki:

3 łyżki masła
300 g pieczarek
1 jajo
3/4 szkl. płatków owsianych
1 cebulka
1 szkl. bulionu warzywnego
sól, pieprz
olej, bułka tarta do smażenia

Płatki owsiane należy ugotować w bulionie i odstawić do ostudzenia. Pieczarki i cebulkę oczyścić, drobno pokroić, podsmażyć na maśle, również odstawić do ostygnięcia. 
Pieczarki wymieszać z płatkami owsianymi, wbić jajko, dodać 2 łyżki bułki tartej, doprawić. Wilgotnymi dłońmi formować kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na złoty kolor. 

Z podanych składników wychodzi około 8 dużych sztuk, po 320 kcal każda.

środa, 12 lutego 2014

BingoSpa


Dom. Sesja zdana. Trzeba się wyremontować po miesiącu niespania i żywienia się śmieciami ;)

Po raz pierwszy trafiły w moje ręce produkty BingoSpa. Niestety jest ich za mało ilościowo, żeby obiektywnie ocenić, jak działają. Póki co wypróbowałam koncentratu cynamonowego - przyjemna sprawa.

Miałyście styczność z kosmetykami tej firmy? Co polecacie, a co odradzacie?

sobota, 25 stycznia 2014

Balea - krem do ciała (shea)





Cena: niecałe 2 euro (DM, Niemcy)

Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylhexyl Stearate, Cocos Nuciferaoil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Butylene Glycol, Argania Spinosa Kernel Oil, Phenoxethanol, Dimethicone, Sodium Cetearyl Sulfate, Carbomer, Methylparaben, Tocopheryl Acetate, Parfum, Ethylparaben, Sodium Hydroxide, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxide, Linalool, Coumarin, Citronellol, Buthylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene. 

Aqua - woda
Glycerin - gliceryna
Glyceryl Stearate SE - emulgator stosowany w naturalnych kosmetykach
Ethylhexyl Stearate - emolient tłusty
Cocos Nuciferaoil - emolient tłusty pochodzenia roślinnego
Cetyl Alcohol - emolient tłusty
Butyrospermum Parkii ButterNaturalny tłuszcz o barwie żółtej lub w kolorze kości słoniowej, otrzymywany z owoców (orzechów) afrykańskiego drzewa Vitellaria paradoxa
Butylene Glycol - humekant - dba o prawidłowe nawilżenie
Argania Spinosa Kernel Oil - olejek arganowy
Phenoxethanol - konserwant
Dimethicone - emolient suchy
Sodium Cetearyl Sulfate - surfaktant
Carbomer - stabilizator
Methylparaben - konserwant
Tocopheryl Acetate - witamina E
Parfum - substancja zapachowa
Ethylparaben - konserwant
Sodium Hydroxide - regulator pH
Tetrasodium Glutamate Diacetate - s. czynna
Mica - wypełniacz
Titanium Dioxide - filtr
Iron Oxide - pigment
Linalool - s. zapachowa
Coumarin - s. zapachowa
Citronellol - s. zapachowa
Buthylphenyl Methylpropional - s. zapachowa
Alpha-Isomethyl Ionone - s. zapachowa
Limonene - s. zapachowa


I oto kolejne tanie odkrycie (co prawda zza Odry, ale i tak tanie:)). Pisałam już o podobnym kremie z Isany (klik), ten jednak wydaje się lepszy - i wcale nie dla tego, że niemiecki :) Swoją drogą, też łapiecie się na przekonaniu, że wszystko co niemieckie musi być lepsze? Skład i cena są bardzo podobne i jak na te kilka złotych  naprawdę przyjemne ;) Zdecydowana różnica jest w zapachu - ten wydaje się bardziej intensywny - taki typowo perfumowany. Konsystencja? Ta Balei przypomina mi...Monte! Na 100 % ;) Nawet kolor jest ten sam, ale raczej nie ośmieliłabym się posmakować ;) Krem wchłania się naprawdę ekspresowo (lepiej niż Isana), przyjemnie nawilża skórę i sprawia, że staje się naprawdę mięciutka i gładka. Po posmarowaniu się nim wieczorem - efekt nawilżenia wraz z zapachem utrzymują się spokojnie do rana ;) Jakieś minusy? Dlaczego DM' u  nie ma w Polsce?!?!


Nieobecność sponsorowana chorobą i ogromem zaliczeń (jeszcze 5)...

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Emolienty

Zauważyłam, że w większości analizowanych przeze mnie składów kosmetyków pojawiają się tajemnicze emolienty. Moja babska ciekawość nie dała mi spokoju i musiałam od razu sprawdzić, cóż to takiego...

Emolienty, poprzez odtworzenie płaszcza lipidowego na powierzchni naskórka pomagają zatrzymać naturalną wodę we wnętrzu skóry, chronią naskórek przed wnikaniem niepożądanych substancji z zewnątrz, oraz poprawiają funkcjonowanie naskórka i umożliwiają jego regenerację dzięki czemu zaczyna on z powrotem prawidłowo produkować substancje tworzące naturalny płaszcz lipidowy.Ponadto łagodzą podrażnienia oraz zmniejszają działanie alergenów środowiskowych.

Emolienty w kosmetyce uznawane są za preparaty trwale nawilżające skórę. Nazwa "emolienty" pochodzi od łacińskiego słowa "zmiękczanie". Preparaty te są uważane za podstawę prawidłowej pielęgnacji i leczenia w różnych chorobach skóry, przebiegających z dużym wysuszeniem. 
Emolienty działają na skórę na cztery sposoby:
  • natłuszczają ją, tzn. tworzą na jej powierzchni warstwę oleju, która blokuje parowanie z jej powierzchni
  • działają jak smary, dzięki czemu skóra wydaje się gładka i śliska
  • po wchłonięciu do głębi skóry zatrzymują wodę poprzez blokowanie kanałów, którymi jest ona normalnie wydzielana na zewnątrz
  • wchłaniają wilgoć z otoczenia, dzięki czemu powierzchnia skóry jest stale wilgotna.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują, a emolienty to naprawdę ważne i przydatne substancje, których w żadnym wypadku nie należy się bać. 

Przykłady kosmetyków z emolientami: 







Myślę, że świadomość tego, co nakładamy na nasze ciało, ma naprawdę duże znaczenie ;)

niedziela, 19 stycznia 2014

Baczyński - film


Pisałam już kiedyś o tym, jak bardzo lubię filmy dotyczące wojny...A filmy, które dotyczą nie tylko wojny, ale też wybitnych polskich poetów, lubię jeszcze bardziej! 

Według producentów Baczyński to film poetycko-biograficzny, który wymyka się znanemu dotychczas podziałowi na gatunki, kanonowi postrzegania dzieł filmowych. Zagadkowy i wieloznaczny jak poezja i życie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Każdy odbierze go po swojemu, zinterpretuje na własne potrzeby, będzie miał inne refleksje, odczucia. Z jednej strony to opowieść o poecie i jego postrzeganiu rzeczywistości, o potrzebie wystawiania się na śmiertelną próbę, by się spełnić i tworzyć. Z drugiej - o bezsensie wojny i sztuce, która jest ponadczasowa i nieśmiertelna. Podróż przez ostatnie lata życia wielkiego poety zamyka klamrą współczesne wydarzenie - slam poetycki zorganizowany w 2011 roku, w dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin Baczyńskiego. Narrację filmu budują wiersze poety, relacje świadków wydarzeń sprzed lat, którzy znali go osobiście, oraz wypowiedzi młodych ludzi zafascynowanych jego twórczością.
Zawsze po obejrzeniu jakiegokolwiek filmu wydaje mi się, że tego typu "obiecanki" są niemożliwe do spełnienia, a powstały obraz zdecydowanie różni się od tego reklamowanego przez reżysera i aktorów. Tutaj wcale tak nie było. Zachwyciła mnie przede wszystkim zupełnie inna konwencja ujęcia problemu / zjawiska wojny. Na samym początku, jeden z ówczesnych przyjaciół Baczyńskiego, mówi, że to były piękne czasy, naprawdę piękne. Myślę, że tak właśnie było. My, jako widzowie, przyzwyczailiśmy się, że tego typu filmy pokazują wszystko co najgorsze - śmierć, tęsknotę, zbydlęcenie człowieka, a tymczasem dla nich był to moment dorastania, kształtowania swojej osobowości, wcielania w życie postanowień / wyznawanych wartości... W czasie wojny nie było czasu na kłamstwo, wszystko było prawdziwsze, silniejsze niż teraz. Uważam, że nie ma, co się rozpisywać. Trzeba go po prostu obejrzeć, bo myślę, że naprawdę warto!

Pokolenie

Wiatr drzewa spienia. Ziemia dojrzała.
Kłosy brzuch ciężki w gorę unoszą
i tylko chmury - palcom czy włosom
podobne - suną drapieżnie w mrok.
Ziemia owoców pełna po brzegi
kipi sytością jak wielka misa.
Tylko ze świerków na polu zwisa
głowa obcięta strasząc jak krzyk.
Kwiaty to krople miodu - tryskają
ściśnięte ziemią, co tak nabrzmiała,
pod tym jak korzeń skręcone ciała,
żywcem wtłoczone pod ciemny strop.
Ogromne nieba suną z warkotem.
Ludzie w snach ciężkich jak w klatkach krzyczą.
Usta ściśnięte mamy, twarz wilczą,
czuwając w dzień, słuchając w noc.
Pod ziemią drżą strumyki - słychać -
Krew tak nabiera w żyłach milczenia,
ciągną korzenie krew, z liści pada
rosa czerwona. I przestrzeń wzdycha.
Nas nauczono. Nie ma litości.
Po nocach śni się brat, który zginął,
któremu oczy żywcem wykłuto,
Któremu kości kijem złamano,
i drąży ciężko bolesne dłuto,
nadyma oczy jak bąble - krew.
Nas nauczono. Nie ma sumienia.
W jamach żyjemy strachem zaryci,
w grozie drążymy mroczne miłości,
własne posągi - źli troglodyci.
Nas nauczono. Nie ma miłości.
Jakże nam jeszcze uciekać w mrok
przed żaglem nozdrzy węszących nas,
przed siecią wzdętą kijów i rąk,
kiedy nie wrócą matki ni dzieci
w pustego serca rozpruty strąk.
Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,
żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.
Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.
Szukamy serca - bierzemy w rękę,
nasłuchujemy: wygaśnie męka,
ale zostanie kamień - tak - głaz.
I tak staniemy na wozach, czołgach,
na samolotach, na rumowisku,
gdzie po nas wąż się ciszy przeczołga,
gdzie zimny potop omyje nas,
nie wiedząc: stoi czy płynie czas.
Jak obce miasta z głębin kopane,
popielejące ludzkie pokłady
na wznak leżące, stojące wzwyż,
nie wiedząc, czy my karty iliady
rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie,
czy nam postawią, z litości chociaż,
nad grobem krzyż.

Taki wybitny poeta...

sobota, 18 stycznia 2014

Lirene, krem intensywnie nawilżający Aqua Crystal




Kolejna rzecz z serii "Tanie i dobre". Ostatnio uświadomiłam sobie, że właściwie mam chyba tylko takie rzeczy :) Ale tak to jest jak ma się gdzieś głęboko zakorzeniony gen oszczędzania ;)

Skład: Aqua, Isononyl Isononanoate, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Disterate, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Ceytl Alcohol, Cyclohexasiloxane, Metyhyl Gluceth-20, Glyceryl Polyacrylamide, Imperata Cylindrica Root Extract, Allantoin, Disodium EDTA, Polycarylamide, Ethylexlglycerin, C13-14 Isoparaffin, PEG-8, Laureth-7, Carbomer, Sorbitiol, Algae Extract, Phenoxyethanol, Diazolidinyl Urea, Potassium Sorbate, Parfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Benzyl Salicylate, CI 42090.

Aqua - woda
Isononyl Isononanoate - lekki syntetyczny emolient
Glycerin - gliceryna
Polyglyceryl-3 Methylglucose Disterate - emolient, surfaktant i emulgator, aprobowany do stosowania w kosmetykach naturalnych
Cyclopentasiloxane - emolient
Dimethicone - emolient suchy
Glyceryl Stearate - emolient tłusty
Ceytl Alcohol - emolient tłusty
Cyclohexasiloxane - silikon lotny
Metyhyl Gluceth-20 - emulgator, czynnik wiążący wodę
Imperata Cylindrica Root Extract - trawa azjatycka o działaniu nawilżającym
Allantoin - działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga prcesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje proces gojenia się ran, działa silnie nawilżająco
Disodium EDTA - konserwant
Polycarylamide - konserwant
Ethylexlglycerin - konserwant pochodzenia naturalnego
C13-14 Isoparaffin - rzadki lipid, pochodny ropy naftowej
Laureth-7 - substancja zwilżająca, emulgator
Carbomer - zagęstnik
Sorbitiol - substancja hydrofilowa, nawilżająca
Algae Extract - ekstrakt z alg
Phenoxyethanol - konserwant
Diazolidinyl Urea - konserwant
Potassium Sorbate - konserwant
Parfum - substancja zapachowa
Linalool - substancja zapachowa
Butylphenyl Methylpropional - s. zapachowa (alergen)
Limonene - s. zapachowa
Benzyl Salicylate - konserwant
CI 42090 - barwnik

Kosmetyk po prostu przyjemny. Od pierwszego użycia ;) Jest tani, szybko się wchłania, pozostawia uczucie nawilżenia, nie zapycha porów, takie miało być w końcu jego działanie? 
Ma lekką konsystencję, nie pozostawia żadnych plam, łatwo się rozsmarowuje. Skóra po jego użyciu jest naprawdę gładka i przyjemna w dotyku. Idealny krem pod makijaż :) Szkoda tylko, że ma w składzie tyle konserwantów...

Cena: wg internetów to jakieś 17 zł
Dostępność: podejrzewam, że w każdej drogerii
Konsystencja: typowo budyniowa, lekka, niebieska

Fajnie jest wiedzieć, że wreszcie nie muszę wstać o 5, fajnie jest wreszcie móc polenić się wieczorem i odpocząć od wszystkiego. Fajnie też jest też skrobnąć coś na blogu :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak działa suchy szampon?



Kiedy parę lat temu dowiedziałam się o istnieniu suchego szamponu, uznałam to za pewien przełom. Oczywiście od razu zaopatrzyłam się w pierwszy lepszy i doszłam do wniosku, że mam do czynienia z jakąś magią (powtarzam, to było parę ładnych lat temu ;)). Po zużyciu pierwszego opakowania emocje opadły i nie wracałam do tego produktu przez lata. Teraz jednak postanowiłam znów go wypróbować i dowiedzieć się wreszcie, na czym polega ta jego "magia"...
A jak powszechnie wiadomo, magia każdego produktu skrywa się pod pięknymi łacińskimi wyrazami w składzie...czyli tym, co lubię najbardziej ;)

Skład: Butane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Alcohol denat., Parfum, Hexyl Cinnamal, Aqua, Distearyldimonium Chloride, Isopropyl Alcohol.

Butane - gaz napędowy
Aluminum Starch Octenylsuccinatesubst. czynna, matuje, poprawia własności sensoryczne, daje uczucie gładkości.
Alcohol denat. - alkohol denaturowany
Parfum - substancja zapachowa
Hexyl Cinnamal - substancja zapachowa
Aqua - woda
Distearyldimonium Chloride - substancja antystatyczna
Isopropyl Alcohol - rozpuszczalnik, konserwant


I co my tu mamy? Alkohol, zapachy, pochłaniacz wilgoci, konserwant...To na tym miała polegać ta "magia"? 
Suchy szampon to ciekawy kosmetyk (nie ośmielę się powiedzieć, że dobry), to coś przydatnego w sytuacjach ekstremalnych - kiedy jesteśmy pozbawieni wody, w górach, na wycieczkach, wyjazdach itp., ale absolutnie nie ma on żadnych właściwości pielęgnacyjnych, więc nie stosujmy go zbyt często! Tak, co drugi dzień to wciąż zbyt często! Nie usprawiedliwiajmy tak naszego lenistwa ;)

niedziela, 12 stycznia 2014

Wishlist

Uwielbiam oglądać blogerskie ''wishlisty'' - zawsze wtedy zastanawiam się, co porwałabym do swojej własnej...
Gdyby zebrać tu wszystkie rzeczy, o których marzę, czy choćby tylko te materialne, które zwyczajne chciałabym mieć, podejrzewam, że nie pomieściłyby tego nawet żadne internety. 
Dlatego muszę skupić się tylko na tych związanych z blogową tematyką ;)


1. Własna toaletka - koniecznie w starym stylu 



2. Masło do ciała - The Body Shop


2. Tusz do rzęs Lancome


4. Chanel Chance




5. Bioderma - płyn micelarny 


6. Clinique - podkład

7. Lakiery Essie

8. Słynny Tangle Teezer

9. Szminka MAC (niech no tylko zdejmę aparat!)


10. Kosmetyki Pat & Rub


Znacie? Lubicie? Macie?