Pamiętam taką kawiarnianą rozmowę z koleżankami na temat składów kosmetyków:
- Pamiętaj, nie używaj kremów, które posiadają nooo, yyyy, nie pamiętam, taki składnik na ''p''.
- Parafinę?
- Nie... coś innego, czytałam gdzieś, że powoduje raka i ogólnie jest niezdrowy. Właściwie to chyba powinien być zakazany, ale nazwy nie pamiętam, napiszę ci, jak wrócę do domu.
Chodziło o parabeny, czyli najpowszechniej stosowane substancje konserwujące (zarówno w kosmetykach jak i żywności). I najpowszechniej budzące skrajne opinie.
Lata temu ugruntowało się bowiem przekonanie, że parabeny stosowane w antyperspirantach powodują powstawanie raka piersi. Parabeny wykazują działanie estrogenne, zaburzając gospodarkę hormonalną, powodując np. feminizację mężczyzn i przedwczesne dojrzewanie dziewczynek. Stanowią częstą przyczynę alergii skórnych wywołanych przez kosmetyki.
Prawdę mówiąc, gdy próbowałam dowiedzieć się na ich temat czegoś konkretnego, totalnie zaskoczył mnie ogrom informacji i podejście do nich naprawdę emocjonalne - zwłaszcza na "eko-blogach" i "eko-stronach", ale nie tylko, wiedziałyście, że parabenom poświęcone są nawet całe blogi czy strony internetowe?
Prawda jest natomiast taka, że parabeny są jednymi z najlepiej i najczęściej badanych substancji chemicznych. Ważne jest również to, że nigdzie nie potwierdzono ich rakotwórczego działania. Jedynym potwierdzonym zarzutem wobec parabenów jest ich estrogenne działanie, jednak nie kumulują się one w tkankach. Badania wykazały również, że słabo przenikają one przez barierę naskórka. Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (organ Komisji Europejskiej) w opinii stwierdza, że najważniejszą kwestią związaną z bezpieczeństwem stosowania jest siła oddziaływania na układ hormonalny propylo- i butyloparabenu. W tym przypadku Komitet przyjął bardziej restrykcyjne, niż w standardowej ocenie, założenia do wyznaczenia marginesu bezpieczeństwa, stanowiącego podstawę oceny ryzyka składnika kosmetyku. Wynikało to m.in. z jakości dostępnych danych. W wyniku oceny Komitet uznał, że propyloparaben i butyloparaben są bezpieczne, ale w niższym niż dotychczas stężeniu - 0,19% (a nie 0,4% jak obecnie regulowane). Metylo- i etyloparaben uznane zostały za substancje bezpieczne dla zdrowia ludzkiego.
Jaki z tego wniosek? Nie reagujmy jak poparzone, widząc w składzie jakiegoś kosmetyku któryś z parabenów, gdyby były szkodliwe, już po tylu badaniach, jakie na nich wykonano, usunięto by je ze sklepowych półek. Jak we wszystkim najważniejszy jest umiar, jeśli jesteśmy świadomymi konsumentami, wiemy mniej więcej, jakich substancji używamy - z parabenów nie trzeba totalnie rezygnować, wystarczy je ograniczyć.
Przykłady kosmetyków bez parabenów:
Alterra - cała seria
Physiogel - cała seria
Rival de Loop - cała seria
Fitomed - cała seria
A jakie jest wasze podejście do parabenów? Zwracacie na nie w ogóle uwagę?