"Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie"
W. Szymborska
Serce zaczyna bić mi szybciej, a krew wartko pulsuje w żyłach. Czuję podniecenie z tego faktu, że wygrałam ze swoim największym wrogiem - prokastrynacją i choć od kilku (lat!!!) obiecywałam sobie powrót do pisania, wyrażania siebie w sieci, to zawsze znajdowałam mniejsze lub większe przeszkody. Sama byłam autorką większości z nich. Bardzo wiele zmieniło się w moim życiu oraz we mnie samej na przestrzeni tych kilku lat. Pod wieloma aspektami jestem zupełnie innym człowiekiem, choć i bywają takie sprawy, które pozostały mimo wszystko niezmienne - wysoka wrażliwość, zamiłowanie do natury, gotowania, pieczenia, czytania, świadomego życia. Tak naprawdę nie mam żadnej wizji tego, jak będzie wyglądało to miejsce w przyszłości. Ufam swojej intuicji i chcę szczerze pisać o tym, co mnie interesuje, co jest ważne i ciekawe.
Obecnie - dzięki wielu poczynionym zmianom, ale i wspaniałym odkryciom (joga to jest to!) jestem mentalnie taką osobą, jaką zawsze chciałam być. Warto mieć marzenia i walczyć o ich spełnienie mimo wszystko! Choćby Ci się wydawało, że to nie ma sensu, że każdy może coś osiągnąć, zdobyć, tylko nie ty. Bardzo często, nawet pisząc tego bloga, żyłam w takim właśnie przeświadczeniu. Nigdy się nie poddawajcie! I naprawdę jeśli już coś trzeba robić - to słuchajcie swojego serca, tak, wiem, banał największy z możliwych, ale i najprawdziwsza prawda. Czasem człowiek za bardzo kombinuje, za szybko czegoś chce, pragnie "przechytrzyć system", wygrać z kimś albo z czymś, nie zastanawiając się w ogóle, czy ta wygrana jest mu do czegokolwiek potrzebna, czy żyje takim życiem, jakim chciał żyć, czy to, co robi ma w ogóle sens, czy to lubi...
Rok 2019 był dla mnie niezwykle łaskawy, pełen wspaniałych momentów, wielu zmian, wspaniałych podróży. Rok 2020 to póki co jego kontrast - zaczęło się od złamania ręki przez narzeczonego, następnie kompletnie nieplanowany, przymusowy wręcz remont mieszkania, który pochłonął sporo naszych oszczędności, jeszcze więcej czasu i emocji. Następnie problemy rodzinne, wyjazd do Paryża, z którego ledwo udało się wrócić - nasz samolot został w ostatniej chwili odwołany; następnie koronawirus i kolejny odwołany - tym razem przez nas - wyjazd na Maltę, problemy w pracy. Mimo wszystko nigdy nie byłam spokojniejsza, bardziej świadoma siebie, swoich potrzeb. Nigdy w życiu nie potrafiłam tak bardzo doceniać małych chwil, drobnych radości dnia codziennego jak teraz. Czasem naprawdę warto zatrzymać się chwilę dłużej, żeby wiedzieć, w którą stronę pójść dalej.
Jak na krótki wstęp, mamy już całkiem dużo tekstu - wystarczy :)
Dołączam kilka zdjęciowych migawek z ostatnich dni ;)
 |
Nie ma to jak pięciogodzinny spacer po Wielkopolskim Parku Narodowym - nowa miłość <3 |
 |
Podczas kwarantanny postanowiłam zostać chałkowym mistrzem - przyznam nieskromnie, że idzie mi bardzo dobrze! |
 |
Bez <3 - czy jakikolwiek komentarz jest tu w ogóle potrzebny? |
 |
Taki tort zmajstrowałam na urodziny-niespodziankę mojej mamy |
 |
Walka z prokastrynacją vol.1 - zdjęcia z zeszłorocznych wyjazdów wreszcie znalazły swoje miejsca w albumie! |
 |
Czy da się jeszcze zmienić fach i zostać piekarzem? ;) |
 |
Konwalie - najlepszy możliwy prezent od narzeczonego <3 |
 |
Długie spacery nad wodę i te pełne magii zachody słońca <3 |
 |
Wielkopolskie lasy <3 |
 |
Rusałka - najwspanialsze i najczęściej odwiedzane przez nas miejsce w Poznaniu |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz